Obrazy w sercu sycylijskich poetów

Lipiec 16, 2017 § Dodaj komentarz

Fryderyk

Mówiąc „Szkoła Sycylijskich Poetów” mam na myśli środowisko dworu Fryderyka II Hohenstaufa (znanego przez Włochów jako Federico II di Svevia), króla Sycylii (od 1198), nominowanego w 1220 roku Cesarzem Rzymskim Narodu Niemieckiego i królem Jerozolimy, którego zamki znajdują się we wszystkich większych miastach południowych Włoch. Tego samego, na którego dworze wynaleziono „arancine”, o których pisałam na moim blogu „travelangue”:
(https://travelangue.wordpress.com/2016/03/20/arancine/).
Będąc sam jednym z najlepiej wykształconych ludzi ówczesnego świata Zachodu, Fryderyk był orędownikiem nauki i kultury. Na jego dworze, nazwanym przez historię jako „sycylijska szkoła” rozwijały się nauki tzw. naturalne, medycyna (z wykorzystaniem dorobku Maurów), biologia, astrologia, astronomia a nawet językoznawstwo. Otóż Fryderyk II zlecił wykonanie tak zwanego eksperymentu deprywacyjnego, ponieważ interesował go tzw. prajęzyk, język praludzi, czyli Adama i Ewy sprzed pomieszania Wieży Babel. Fachowo opisał to Umberto Eco w książce „W poszukiwaniu języka uniwersalnego”.

Eksperyment nie przyniósł odpowiedzi na powyższe pytanie, ale na inne, którego w ogóle nie postawiono. Kilkoro dzieci wychowywano od urodzenia w całkowitej izolacji od jakiegokolwiek języka, aby dowiedzieć się, jakim w końcu przemówią. Dzieci nie przeżyły eksperymentu. Człowiek nie może przetrwać bez języka i porozumiewania się. Fryderyk postanowił oddzielić naukę od władzy kościoła. Szkoła na jego dworze była całkowicie świecka i nie podlegająca władzy duchownych. W ówczesnym świecie była to po prostu rewolucja.

Szkoła poetów

Na dworze Fryderyka powstała w ten sposób również tak później zwana „szkoła poetów sycylijskich”. Jej najbardziej znanymi przedstawicielami byli Giacomo da Lentini, Pier delle Vigne, Stefano Protonotario i Cielo d’Alcamo. Tworzyli używając języka rodzimego „siciliano volgare” czyli tzw. języka wernacolarnego (rdzennego). Mając za sobą spuściznę poezji prowansalskiej, lecz wyrastając ze środowiska mocno skoncentrowanego na nauce, sycylijscy poeci skupili się na opisywaniu miłości jako szeregu procesów i zmian zachodzących w organizmie człowieka bardziej niż na jej, miłości, abstrakcyjnym charakterze. Język sycylijski wywodzący się bezpośrednio z łaciny został uwznioślony, oczyszczony z elementów zbyt ludycznych, popularnych, wulgarnych. Giacomo da Lentini, twórca sonetu, inspirował później Dantego i nie tylko. To dlatego język sycylijski obok łaciny, języka włoskiego literackiego i dialektu florenckiego, powinien być uważany za oryginalną macierz dzisiejszego „italiano”. Choć proces w wyniku którego narodził się język włoski,  za sprawą Manzoniego i jego „Narzeczonych” („Promessi sposi”) z 1827 roku był całkowitą odwrotnością tego, co w XIII wieku stało się z językiem ludowym Sycylii. Na początku XIX wieku Manzoni wykorzystał literacki język włoski (którym posługiwali się tylko pisarze i naukowcy) i dodając do niego elementy dialektu florenckiego (którym mówili zwykli ludzie w Toskanii) napisał książkę, w której wreszcie brak sztuczności w dialogach bohaterów pochodzących z plebsu. Ale to już temat na inną historię.

Język poetów sycylijskich, wyrafinowany i obdarzony należnym mu prestiżem rozpowszechnił się po całym Półwyspie Apenińskim. Jego wytworem były dzieła literackie napisane jeszcze przed narodzinami Dantego. To sycylijski. Język poetów. Dlatego właśnie, że jest praojcem „włoskiego”, dzisiaj rozumiem niemal wszystko co nim napisane.

Obrazy*

Giacomo da Lentini w swoim wierszu „Amor è uno desio che ven da core” rozważa dlaczego w sercu i umyśle zakochanego tworzy się „obraz” osoby kochanej. Zastanawiając się czym jest miłość opisuje melancholijną tkliwość, uczucie „zafiksowania” myśli na obiekcie miłości porównywalne do szaleństwa. Miłość jest produkcją i pochodną „widzenia”, ponieważ rodzi się z przyjemności obserwowania osoby kochanej. Oczy dostarczają „pożywienia” sercu, w którym tworzy się ikona. Ten obraz ikoniczny łączy w sobie pozytywne i negatywne cechy natury obiektu miłości, zatem serce w tym wewnętrznym wyobrażeniu zawiera i syntetyzuje ontologiczny obraz człowieka, którego kocha. Pod nieobecność jego fizycznej formy jest dalej w stanie reprodukować ten obraz, w którym się lubuje i którego pragnie. Pragnienie to jest więc bezustannym wyobrażaniem sobie ukochanej. To serce jest siedliskiem pamięci, po łacinie „recordar” (pamiętać) i „cor” (serce) to słowa o tym samym źródłosłowie. Giacomo zapytuje jak to możliwe, że mimo, że postać kobiety jest wielka, a oczy mężczyzny są w proporcjach do niej małe, ta w jakiś sposób „dostaje” się do jego serca. Dzieje się tak właśnie za sprawą „obrazu”, który to serce tworzy. Natura kobieca, zdaniem da Lentiniego jest w rzeczywistości triadą; ponieważ objawia się ona w 3 postaciach: jest kobietą z krwi i kości, jest jej namalowanym na płótnie obrazem i w końcu jest też obrazem zapisanym w sercu poety – kochanka, który tym sposobem staje się również malarzem. Powodem dla którego w sercu pozostaje i utrzymuje się obraz ukochanej osoby jest sakralizacja tego wyobrażenia. Fizyczne rozdzielenie z ukochaną jest możliwe do zniesienia jedynie w procesie zastąpienia jej duchowym fantomem.

Or come pote sì gran donna entrare
per gli ochi mei che sì piccioli son
?
e nel mio core come pote stare,
che ’n entr’esso la porto laonque i’ vone ?
Lo loco là onde entra già non pare,
ond’io gran meraviglia me ne dòne;
ma voglio lei a lumera asomigliare,
e gli ochi mei al vetro ove si pone.
Lo foco inchiuso poi passa difore
lo suo lostrore, sanza far rotura,
così per gli ochi mi pass’a lo core,
no la persona, ma la sua figura :
rinovellare mi voglio d’amore,
poi porto insegna di tal criatura.


*na podstawie artykułu Paolo Borsa „L’immagine nel cuore e l’immagine nella mente : dal Notaro alla Vita nuova attraverso i due Guidi”

Animator 2017

Lipiec 12, 2017 § Dodaj komentarz

O filmie animowanym

Międzynarodowy Festiwal filmów animowanych odbywa się w Poznaniu od 10 lat. Przez ponad tydzień opanowuje kina studyjne, parki i ulice. Co kawałek znaleźć można urządzenia i instalacje ilustrujące różne techniki animacyjne, w parku rozstawia się plenerowy „klub festiwalowy” z darmowymi pokazami.

Myli się ten, który kojarzy techniki animacyjne wyłącznie z filmami dla dzieci. Animacja to także dziedzina sztuki, produkcja artystyczna, wcale nie podszyta „infantylizmem”. To taka sama dziedzina sztuki wizualnej jak „malarstwo” czy „rzeźba”, o czym świadczy najlepiej fakt, że jest kierunkiem studiów Akademii Sztuk Pięknych. Że może być również komercyjna? Jak wszystko, jak kino, jak literatura, muzyka i tak dalej. Że filmy dla dzieci są często animowane? Bo takie środki wyrazu pozwalają rozwijać dziecięcej wyobraźni więcej niż przedstawienie świata jakim jest (lub jakim wydaje się dorosłym).

Na Animatorze są pokazy dla dzieci, ale te odbywają się w godzinach specjalnie oznaczonych. Cała reszta stanowczo nie jest dla dzieci, przynajmniej dla tych małych. Możemy trafić na przemoc, krew, seks i bóg wie co jeszcze. A przed wszystkim znaczna część filmów zawiera przesłanie, które czasem trudno odczytać, a tym bardziej jeśli nie jest się uzbrojonym w dostateczną wiedzę, dojrzałość i doświadczenie. Dlatego przede wszystkim od publiczności wymagana jest pewna doza doświadczenia i dojrzałości.

O technikach animacyjnych

Technik animacyjnych jest całkiem sporo. Te istniały zanim jeszcze wynaleziono komputery. I miały się wtedy całkiem nieźle.

Na przykład technika rysunkowa (mająca także wiele odmian), w której poszczególne klatki filmu są rysowane odręcznie na kartkach, kalkach lub celuloidach, za pomocą ołówka, kredek, farb akwarelowych lub innych. Animacje takie nazywamy „klasycznymi”, tak powstało wiele filmów, na których się wychowałam, jak na przykład „Bolek i Lolek”.

Animacja lalkowa, w której fotografowane są stadia ruchu lalek poruszających się w świecie zbudowanym z przedmiotów będących replikami istniejących rzeczy, budynków, drzew itp. w mniejszej skali.

Animacja plastelinowa (jeśli ktoś jeszcze pamięta grę przygodową „The Neverhood” to to właśnie to!), taka w której bohaterowie i cały świat są wykonani z gliny, plasteliny czy innego materiału plastycznego, a następnie animowani klatka po klatce.

Animacja z materiałów sypkich, czyli soli, piasku itp. którymi pokrywa się śliską powierzchnię np. ze szkła i wykonuje rysunek w tymże materiale, palcem, rylcem czy czym bądź, oczywiście wszystkie stadia klatka po klatce muszą być sfotografowane (są też wariacje na temat tej techniki, np. zamiast materiałów sypkich możemy zastosować ciecze o różnych kolorach)

Animacja malowana na szkle. Trochę jak grafika na szkle, tyle że zamiast wykonywać odbitkę fotografujemy każdą klatkę i przemalowujemy, przemalowujemy, przemalowujemy…

Animacja wycinankowa, czyli taka w której animowane są wycięte kawałki papieru w kolejnych klatkach animujące ruch, czasem można zastosować wiele warstw, nieruchome tło itp.
Zdobycze technologiczne przyniosły kilka nowych technik, z których zdążyło już skorzystać całkiem sporo talentów, jak chociażby Tomasz Bagiński (pamiętamy jego słynną „Katedrę” od której zaczęła się jego kariera międzynarodowa). Mowa tu o animacji 3D (komputerowej oczywiście), a także tzw. „animacje flash” czyli takie, do których produkcji użyto znanego na całym świecie oprogramowania wektorowego stworzonego przez nieistniejącą już firmą Macromedia.

 

O głębi

Tegoroczny Animator w Poznaniu zaprezentował niezwykle wysoki poziom. Wiem co mówię, bo na Animatora chodzę od lat, prawie od jego początków. W tym roku nie zanotowałam ani jednej animacji w konkursie, której przepustka do niego wzbudzałaby jakiekolwiek wątpliwości merytoryczne (a różnie z tym bywało…).

Niektóre filmy jak „Kukułka” są po prostu majstersztykami. To taki film, alegoria macierzyństwa, jak to w filmach bywa, podłóżmy głębsze znaczenie, niech bohaterami będą alegorie „ludzi”, nie ptaki i voila! Kukułka? Taka matka co podrzuca obcym swoje dzieci. Czy może budzić sympatię? Jako ptak nawet nie budzi (a mówi to osoba która widziała wielkie pisklę, po prostu wielką jak gołąb wyrośniętą kukułę wydającą oszukańcze infantylne piski, karmioną przez biedną maleńką pliszkę), a co dopiero człowiek: MATKA! Ale oto chcemy refleksji nad relacją matki i dziecka? Proszę: Rosjanie przychodzą z pomocą. I już świat staje się mniej czarno – biały. „Kukułka” jest do tego niesamowicie estetyczna i ma ekstra muzykę. Polecam!

Inna perełka minionych Animatorów to „Drżące Trąby” Natalii Bróżyńskiej. Ta ostatnia (nie tylko za sprawą swojego głosu!) stała się jedną z moich ulubionych animatorek. Muszę przyznać, że niemal wszystko czego dotknie jest po prostu dobre.

„The Wrong End of the Stick” z tegorocznego Animatora, film nie tyle o „perwersjach” seksualnych tylko o tym, że w sprawach seksu człowiek bywa czasem „dziwny”, a może zawsze jest jakoś dziwny dla tej drugiej osoby? Bo w sumie, jako tabu, tematy związane z życiem seksualnym omijają nawet partnerzy (nie rozmawiając nigdy o swoich fantazjach seksualnych o ile te odbiegają od stereotypowych). A może to film o tym czym po prostu jest miłość? Nie wiem. Ale czasem warto postawić pytanie i nawet nie szukać odpowiedzi, a to właśnie czynią takie filmy.

Piotra Bosackiego z jego filozofująco naukowymi animacjami i głośnym przełykaniem śliny rozpoznam już wszędzie i powiem: trzyma poziom i sala kinowa zawsze wybucha śmiechem, i to nie raz.

Niemiecką animację zawsze uważałam za trochę „ciężką”. I od pewnego czasu muszę to postrzeganie zrewidować. Niemieckie filmy często są mocno „intelektualne”, może dlatego mało śmiechu a dużo pytań bez odpowiedzi. Jak tegoroczny „Kaputt” o NRDowskich więzieniach, w których niewolniczą pracę wykonywały więźniarki polityczne, a tzw. Zachód nigdy nie zapytał o ich prawa, kupując za bezcen wytwory ich znoju…

Animacja to sztuka. Kropka. Mam nadzieję, że udało mi się nawinąć ten makaron na uszy!

„Koniec jest moim początkiem” Tiziano Terzaniego, czyli reportaż inny niż wszystkie

Lipiec 9, 2017 § Dodaj komentarz

Tiziano Terzani. Florentczyk, włoski reporter, podróżnik, korespondent der Spiegla w Azji. Specjalizował się w reportażach z Dalekiego Wschodu, z terenów ogarniętych rewolucjami, zafascynowany komunizmem śledził wielkie przewroty w Chinach, Kambodży, Wietnamie.

Książka o końcu jest ostatnim dziełem Terzaniego, który po zdiagnozowaniu u niego raka i nieudanej walce z chorobą, postanowił porozmawiać o swoim życiu i o swoim odchodzeniu z synem Folco. Ich rozmowa, nagrana i spisana została wydana już po śmierci Tizianiego jako jego ostatnie dzieło, jego testament.

Taka jest w skrócie historia „Końca” Terzaniego. Postaci, którą będąc Polką, mogę porównać tylko do jednej: do Ryszarda Kapuścińskiego. I to porównanie wręcz przemocą narzuca się w każdym kontakcie z pisarstwem Terzaniego. To nieuniknione.

 

Romans włosko-komunistyczny

Nigdy nie rozumiałam włoskiej fascynacji komunizmem. Czerwone Brygady, zamachy, te wszystkie gadki o marksizmie i tak dalej. Sądziłam, że komunistyczne sympatie podsycał w krajach zachodu Stalin i że po prostu we Włoszech trafiło to, nie wiedzieć czemu, na podatny grunt. Trochę tak w sumie było. Ale to jednak bardziej skomplikowane.

Komunizm, od 1922 roku, kiedy to do władzy doszedł Mussolini, był jedyną alternatywą „antyfaszystowską”. Włoskie elity intelektualne nie miały zbyt wielkiego wyboru. Włoscy partyzanci byli komunistami. I w sumie, jeśli dobrze się nad tym zastanowić, komunizm jako idea niesie ze sobą piękne wartości: solidarność społeczna, braterstwo, równość, tolerancja. Wypaczenie idei komunistycznych zawdzięczamy polityce reżimowych ustrojów, totalitarnej władzy, której najbardziej wynaturzony obraz reprezentowało ZSRR Józefa Stalina, czy państwo Czerwonych Kmerów. O tym też w końcu napisał, powiedział w „Końcu” Tiziano Terzani.

Jest jeszcze drugi ważny aspekt, z powodu którego włoskie elity wybierały komunizm. Otóż Włochy po zjednoczeniu, jak każde państwo nowoczesne ustaliły szybko „rozdział państwa i kościoła”, świecka władza przejęła znaczną część majątku kościoła, ograniczyła zasięg Watykanu i ograniczyła wpływy duchownych. Tymczasem Mussolini w nieco więcej ponad 60 lat od powstania Włoch, postanowił zmienić tę politykę i szybciutko poszedł z kościołem do ołtarza. Widać to bardzo wyraźnie i symbolicznie w Rzymie. Ulica via della Conciliazione, pompatyczna faszystowska aleja z rytmicznymi latarniami prowadząca wprost na bazylikę św. Piotra i zakończona ramionami placu przed bazyliką została „wybita” właśnie wtedy, kosztem licznych wyburzeń renesansowych „palazzi”. Że swoją drogą był to świetny zabieg urbanistyczny, to już inna historia.

Komunizm oferował ponownie powrót do świeckiego państwa i ograniczenie roli kościoła. Trudno to sobie wyobrazić, ale we włoskim prawie nie istniało pojęcie „rozwodu” aż do 1970 roku. Tak silne wpływy miał tam kościół, że prawo państwowe było dostosowane do kościelnego. Tymczasem prawa kobiet, rozwody, dostęp do antykoncepcji, małżeństwa jednopłciowe itd. to wszędzie na świecie postulaty komunistów jakby nie było. Stosunkowo dobra sytuacja kobiet (dostęp do wykształcenia, pracy i niezależność) w Polsce to po prawdzie spuścizna PRL…, czy to akceptujemy czy też nie.

Terzani fascynował się komunizmem, jego ideami, jego rozwojem w krajach azjatyckich, w których jeszcze w XX wieku panowały ustroje monarchiczne z niewyobrażalnymi różnicami w poziomie życia. Słusznie zauważał, że to Chińska Rewolucja przyniosła KAŻDEMU Chińczykowi jeden granatowy mundurek, jedną parę butów i jedną miskę ryżu dziennie. Każdemu. Wcześniej ta większość chodziła boso, półnago i bez strawy. Całe szczęście, że w tym wszystkim się też rozczarował. Tak zwaną „rewolucją kulturalną”, bo przecież trudno akceptować wandalizm, a tym właśnie owa rewolucja była, o krok dalej poszli jeszcze Czerwoni Kmerzy.

Historia umierania

„Koniec jest moim początkiem” to jednak przede wszystkim historia o umieraniu. A właściwie nie tyle „umieraniu” co „odchodzeniu”. I chociaż rozważań o śmierci nie ma w tej książce zbyt wiele, i chociaż nie one nadają jej tytułowy charakter, to jednak Terzani umiera i dobrze o tym wiemy.

Śmierć Terzaniego odczuwamy jednak nie w konsekwencji smutnych rozważań, a raczej w przedziwny sposób jako odejście kogoś bliskiego. Tiziano staje się z upływem czasu, który poświęcamy tej lekturze, kimś bliskim, kogo jakby znamy. Kiedy jego głos milknie (i już nieodwracalnie kończy się książka), wiemy bez słów, że oto odszedł. Jakby przed chwilą. I to boli. To właśnie jest przedziwna moc tej książki. Że buduje więź i poczucie straty. Dlatego to książka o odchodzeniu. I tak właśnie jest tam obecna tajemnica śmierci.

Inny Kapuściński

Przyznam, że nie czytałam dotąd żadnej książki Terzaniego i ta paradoksalnie jest moją pierwszą, moim początkiem. Po co mi taki Terzani? Przecież mam Kapuścińskiego? Tak, mam, ale Terzani chociaż duchowo podobny, poprzez ciut inną perspektywę (nie był dzieckiem siermiężnego PRLu) może poszerzyć mój sposób postrzegania historii świata. I może dzięki temu, że rozumiem jego włoską perspektywę, to nie będzie wcale takie obce…

„Koniec jest moim początkiem” – polecam.

Miłość po włosku

Czerwiec 27, 2017 § Dodaj komentarz

Wejdźmy na chwilę na stronę IMDB z rankingiem włoskich filmów o miłości. Zobaczymy tam listę 22 filmów, jakie pojawiły się w kinach w ciągu ostatnich 10 lat. Średnia ocena ? 5/10. Mało. Przypadek? (no dobra, nie wszystkie są takie złe…tyle że „dobre” też nie bardzo) Jeszcze rzut okiem na tytuły: „Ho voglia di te [Pragnę cię]”, „Tre metri sopra il cielo [Trzy metry nad niebem]”, „Manuale d’amore [Podręcznik miłości]”. Kiczowate trochę, prawda?

Żeby nie posądzono mnie o uprzedzenie, muszę dodać, że włoskich, dobrych filmów o miłości jest też sporo, choć nie na liście „filmów o miłości”. Bo tam tematyka miłości nie jest wcale taka oczywista, jak sama „miłość po włosku” oczywistą nie jest.

„Caos calmo [Cichy chaos]” z genialnym Nannim Morettim, „Malena” sycylijskiego reżysera Giuseppe Tornatore, „Non ti muovere [Nie ruszaj się]” z piękną Penelope Cruz.

Ten wpis nie będzie jednak o włoskim kinie, ani o filmach o miłości. Nie będzie także o tym jak to jest kochać Włocha albo kochać się z Włochem.

To będzie opowieść o języku i o tym, że w języku zaklęte są znaki kulturowe i że tylko rozumiejąc język, to co ma na myśli ktoś, kto wypowiada określone słowa o określonym znaczeniu, wpisanym w jego wielowiekową kulturę i w historię jego języka, możemy naprawdę zrozumieć to co do nas mówi i jak bardzo to różne od tego co uważamy za własny system znaczeniowy.

Przytoczyłam tytuły filmów nie przypadkiem. Wymieniłam je, aby pokazać, że po włosku mówienie o miłości językiem „miłosnym” często może brzmieć dość tandetnie i w sumie nie posiadać żadnej głębi. A z kolei ten język, który „miłosnym” nie jest, może nim być i że to nie jest takie proste.

Włosi, jeśli w ogóle mogę nazwać ich Włochami (czy są nimi, nie wiem, bo oczywiście nie mam na myśli po prostu „obywateli włoskiego państwa” w sensie politycznym), no ale powiedzmy „Italianie” czyli mieszkańcy „buta”, przez wieki swojej historii dopracowali się bardzo rozwiniętej kultury miłosnej. Teatr zalotów, gody, kwiecista mowa, wszystko to może być niemałym szokiem dla pochodzących z pozbawionych takich kolorowych tradycji siermiężnych społeczeństw północy.

Kultura ta o dworskich i rycerskich korzeniach, rozwijała się przez ponad tysiąc lat i nie zapomnijmy jeszcze o tradycjach antycznych, rzymskich, greckich i tak dalej.


Amore – miłość

może oznaczać romantyczną miłość lub miłość do partnera seksualnego (w tym pociąg fizyczny),
może to być miłość do rodziców, rodzeństwa, przyjaciół, może być platoniczna, matczyna, ojcowska

„amore” to też osoba którą kochamy : jesteś moją miłością, o miłości moja

amore : wielka pasja, góry to moja miłość

amore : seks po prostu: facciamo amore – kochamy się (uprawiamy seks), tak jakby powiedzieć że : robimy miłość

amore : miłość bliźniego, taka którą ma w sobie ten, który czyni dobro na świecie

amori : UWAGA liczba mnoga czyli co? Czyli przygody po prostu, np. wiele naraz

to było łatwe, teraz będzie trudniejsze:

W języku włoskim w przeciwieństwie do polskiego (i wielu innych) nie istnieje jedno jedyne pojęcie miłości. Sposób mówienia o miłości zmienia się w zależności od kontekstu. O zastosowaniu różnych słów i zwrotów decydują często subtelne różnice, niemal niemożliwe do przetłumaczenia za pomocą znaków wyłącznie językowych.

KOCHAM CIĘ

Ti voglio bene : kocham cię (pl) dosłownie „chcę twojego dobra / chcę dobrze dla ciebie” ale nie tak to się tłumaczy na polski, po polsku to po prostu „kocham cię”
może tak powiedzieć zakochany romantycznie na randce, przez telefon lub w smsie, może tak powiedzieć w łóżku kochanek, może tak powiedzieć mąż do żony i może tak powiedzieć matka do dziecka (lub odwrotnie), mogą sobie tak powiedzieć przyjaciele, może tak powiedzieć każdy kto kocha

Nie do końca prawdą jest, że „ti voglio bene” to słabsze „kocham cię” niż „ti amo”, nie z językowego punktu widzenia, ale może tak z polskiej perspektywy: to po prostu kocham cię powiedziane w innych okolicznościach i z innymi myślami w głowie. W tłumaczeniu ostatecznie wypada słabiej, ale powody są inne, nie-językowe i o tym później

Ti adoro : kocham cię (pl) dosłownie „uwielbiam cię”, „podziwiam cię” : oznacza wyrażenie zachwytu drugą osobą, jej urodą, blaskiem jej oczu, ale również nią w całości, jej pięknem wewnętrznym, jej inteligencją itd. Tak, otóż takiego zwrotu raczej nie powiemy mamie lub bratu czy siostrze.

Ti amo : kocham cię (pl) dosłownie : „kocham cię” : oznacza wyrażenie takiego uczucia możliwe niemal wyłącznie między dwojgiem ludzi, wyraża ekspresję pasji, lecz również możliwe poświęcenie „agape”, niezależnie od charakteru i sytuacji, wyrażeniem tym zwracać się można wyłączne do osoby z którą wiążą nas wielkie emocje

nie musi oznaczać wyłącznie związku o charakterze seksualnym, tak można zwrócić się do własnej mamy chcąc wyrazić jej wyjątkowość w naszym życiu, lub powiedzieć jej o jej ogromnym znaczeniu

to silne uczucie może być związane z ofiarą, którą chcemy ponieść dla kogoś

może w końcu oznaczać też wielką miłość naszego życia do naszego życiowego partnera,

po „ti amo” naturalną kontynuacją mogłoby być „jesteś dla mnie wszystkim”, „zrobię dla ciebie wszystko”


i tu powracamy do pytania, które wielu osobom, które miały w swoim życiu kontakt z „kocham cię” po włosku i zadają sobie milion pytań (czy to było prawdziwe? Czy to było „gorsze” kocham cię? Itd.)…hm…

„ti voglio bene” może powiedzieć ten sam facet/kobieta, tyle że w innych okolicznościach po prostu… i to nie znaczy, że to jest gorsze

Jedyna rzecz, która każe nam, Polakom, tak myśleć, to fakt, że podobnie jak „kocham cię” Włosi mówią „ti amo” niesłychanie rzadko i dlatego my, Polacy, uważamy, że tylko takie kocham ma wartość.

Jednak przypominając jeszcze raz o różnicach kulturalnych, uzupełnię moją wypowiedź refleksją:

to, że Włosi mówią o miłości CZĘŚCIEJ i to że nie boją się o niej mówić (a żeby nie rozdrabniać jej na drobne wynaleźli gamę słów na jej wyrażanie) wcale nie umniejsza jej samej, nie odbiera jej mocy ani bogactwa.

Rethinking Europe Michael Fischer Symposium / Siracuse 2016

Październik 18, 2016 § Dodaj komentarz

cof

The conference took place in the heart of the Mediterranean region – in Syracuse, one of the most ancient cities in Sicily. The participants were chosen amongst university scientists, politics and artists, from Europe and other parts of the world, under the special patronage of the European  commissioner, Johannes Hahn. It is hard not to notice that most of the participants were German or at least German native speakers (Austrians, Swiss or Germans of Middle Eastern origin).

As an addition to the audience, 15 European students (5 Sicilians and 10 Erasmus students from different countries and different departments) were selected to participate and also to take part actively in a discussion on the last day of the conference.

The matter of interest of the symposium was so called “European crisis” regarding the UK “Brexit”, refugee crisis, “islamophobia”, the threat of terrorism, political instability, an increase of nationalisms around the world and changes in Turkey.

In reality, the speeches, presentations and discussions centered more around sociological, cultural, historical and philosophical aspects and topics.

Strangers and elsewhere

The focal point of the speakers were always the question of “borders”, “strangers”, and what does it mean “Europe”. Literature is full of heroes that abandoned their own homelands to seek  other lands. What does it mean “strangeness”? Was Odysseus a stranger or was he a traveller or discoverer of new lands?

In western world we are familiar with the term of “elsewhere”. Being deprived of home used to be a fundamental European condition. Now new ethical dilemmas appeared. Homelessness, trafficking, pornography, poverty, refugee problem, deportations and many others.

img_20161009_145334

Ancient Greek Theatre – Siracuse

Siracuse and Sicily

The South was always the target of pilgrimages for the people from the North. It was because of the essential need to search the sacred place, the land where man could obtain the confirmation of himself, of whom he really was. It was also because of the kind of special “erotism” that the South possessed and was promising to bestow. The diversity derives from the climate: from North to South it changes dramatically.  When we think about man of South, we think about “Meridional”, a man of  the Mediterranean Sea. The border between North and South constitute the Alps. But the vegetal border coincides instead with the border of the Kingdom of the Two Sicilies. Sicily was a revelation  from the Nordic perspective. It was a part of “Magna Grecia” but still inaccessible for Ottoman dominion. The Arabic-Norman architecture of Palermo testifies of the cosmopolitan character of the Medieval Sicily. The South, “Il Meridione” is a symbol of the yearning for the lost homeland. The refugees from the South and the tourists from the North meet in Sicily nowadays, in a place of cultural exchange. It is true, that Italy without Sicily does not capture any picture from our imagination, it becomes sterile. Sicily is fundamental for Italy. Furthermore, Europe would not be possible without the refugees. Europe is not an isolated island. There are no pure “homelands”, territorial homelands, the human homeland constitutes its language.

The big rise of tourism in Sicily started in 1878, when the nudes of young boys painted on different object of everyday use had spread all over the Europe. This was the reason to travel to Sicily for many homosexuals and people of art.

In Syracuse we have a little of everything: the memory of Byzantium, strong Christian traditions, Africa, Muslims, the cosmopolitan art, culinary variations from East, West, North and South mixed together, refugees and rich tourists. A little bit of everything. That was the reason to choose Syracuse as a place to talk about new definition of Europe which seems to face the biggest problems in its whole history.

„If we want things to stay as they are, things will have to change.” – that sentence from “The Leopard”, the most significant and known Sicilian novel, written by Giuseppe Tommasi di Lampedusa seems to be related to the “fear” of what we don’t know yet, and what is coming inevitably. We should think rather to change things, to accept the changes. Instead of being closed, we need to be open, because we must be ready for what is arriving.

(according to the speech of Durs Grunbein and Johannes Hahn)

img_20161009_160945

Ancient Roman theatre – Siracuse

Xenophobia and islamophobia

The history of Europe was not always a peaceful story, the fear of “strangers” is old and is related to the term of Xenophobia. In an ancient Greek “phobos” means the “fear” and “xenos” means the “stranger”. Xenophobia is a cultural phenomenon. “turkophobia”,  islamophobia” represents such vision of the world where the cultural differences are impossible to overcome. The concept of “Barbarians” was born in Ancient Greece: it was a description of people who did not speak Greek, it was the moment when the concept of “stranger” was created originally. Regarding  Aristotle, everyone that had lived in a foreign country was contaminated. In the history of xenophobia it was the religion that played the fatal role. According to Thomas Aquinas all infidels were bestial, people without any culture. The “sacred war” was not the Islamic phenomenon, as shown by the Crusaders, which took part of the peaceful Christian religion. The desire of power, wealth, fear, hatred and xenophobia are the historical facts. Instead the Islam of the Medieval age is considered a single religion that discredited the unfaithful.

Al-Andalus

Andalusia in the Medieval period, in the era of splendor and tragedy, is a concept both historical and geographical of phenomenal cultural integration. It shows the universality of human rights, which doesn’t change around the whole world. Even though Andalusia was not a paradise of cohabitation in XI Century, but it became the place of universality of culture and science. Anti-Muslim and anti-Semitic racism comes out of the colonial mentality.  It comes out of the cultural concept of race where the Jews become inassimilable. From the perspective of the white race, the minority start to be considered weak. In the 80s Islam starts to be perceived as opposed to democracy.  According to the words of Jean-Paul Sartre “If Jews did not exist, Christians would have invented them”. Islamphobia is not a consequence of the Muslim extremism. Islamophobia is an instrument of power. The essence of evil equals the essence of being foreign. The action called “evil” is without any reason, evil actions are committed by evil people.

(according to the speech of Erhard Oeser)

img_20161009_171152

The art and the Orientalism

If we look at the map of the world where surprisingly not Europe but the Caucasus becomes the center, France and Spain become the world’s extreme point. The orientalism in art brings civility, eroticism and violence (harem). Orientalism means  free sexuality, prostitutes. Free Christian woman corresponds with the harem lady. It makes the fantasy come alive. There were a lot of such representations of Eastern women known in the Western culture. The Persian woman lying on the carpet constitutes the Aphrodite representation in the Persian world. There are known the small images of Western women painted on the Eastern everyday use objects, dishes, vases.

Arab culture is much older than Islam, it is not possible to identify it with the religion. Arabic poetry has the sensitivity that was not known in the Western culture. It is related to its interests in love and in everything that is not well known. Love was the favourite subject of the Arab poetry. The court of Frederick II knew the Arabic but the Arab poets did not take part of the so called “Sicilian school”. “Poetry” means “feeling” in Arabic.

Islam is not a definition  of Arabs, Islam is not everything of their culture. Talking about Arab culture we will see the new world.

(according to the speech of Mohammed Bennis)

The anthem of IS

The soundtrack of Jihad – the anthem of IS starts with the worlds: “My Umah, dawn has appeared, so await the expected victory”.

There is no difference between those words and words of the Italian anthem “let us join to a cohort, we are ready to die, we are ready to die..”

It’s surprising: how it’s a beautiful song whilst IS followers seem to hate music, destroying all the musical  instruments and records.

It is a professional song, which doesn’t sound like being recorded in a cave (like previous Al-Qaida songs before), it should have been registered and recorded by a kid in the West, who knows how to use professional instruments to record music.

The song expresses the nostalgia, it is going to give home to those people who are searching for it.

It’s the only song that can involve emotionally those young people in jihad, because music is forbidden in the Islamic State.

Surprisingly we can find people playing this song in other countries like Lebanon for instance, they make copies of it, they walk whilst listening to it on their ipods, they add sometimes modern rhythms to it.

Islamic State’s song output is pretty big: in 2015 half of the recordings took place in non Arabic states, in 2016 right now 90% of recordings happen in non Arabic countries, which is astonishing and surprising.

 (according to the speech of Alex Marshall)

muslim-fashion-front-cover

Feminism and Islam

The common image of the Muslim woman in the West is the veiled image, the burkas are present in the news. Turkish women are represented with scarves or other kinds of body shells. It is told that is all according to criminal law.  The popular representation of the woman with a headdress – means immediately the Muslim woman. In the meantime a woman who lives in the luxury area of Berlin cannot be defined as Muslim at least until she wears the headdress.

Of course the majority of Muslim women live in big families and do not have the possibility to choose their husbands. But there is a considerable group of them who live the life chosen by them, independently from the image held by people from the West.

In reality each of the three biggest religions are patriarchal religions. The Koran says that the world of women must be separated from the world of men. And that the role of a woman is to look after the house and be subjected to man, to be his property.

A certain change in the treatment of women could have been noticed some times ago. There were men that started to demand  their own wives to go out without being covered. Instead from more or less 10 years we can observe a step back.

At least the half of the students in Algeria are women. Muslim women get married very late nowadays. In three countries: Algeria, Morocco, Tunisia the average age of the women that are getting married is 28/30. Practising sex before the marriage became popular for women in those countries.

The average number of children per married women is 2. The habit of marrying a cousin or a man chosen by the father is no longer practised. The patriarchal, big family is no longer a standard.

But women wearing headscarves are still stigmatised as Muslim in the western Europe.

(according to the speech of Seyran Ates)

Students comment

On the last day of the conference students were asked to comment. Each of them were asked a question what does it mean “to be European” to them, what can they do to improve Europe and what they think about the idea of United Europe.

From the students statements, especially students coming from the post Soviet sphere of interest, it emerged a feeling of uncertainty for the future, and the future of their homelands. The fear of Russian provocative movements close to the borders and worrying about the uncertain European solidarity.

The students from Baltic countries expressed their need for any European signal being  given to the European neighbours to assure them of EU unity and solidarity.

In my opinion the “stranger”, a problem of “elsewhere” is paradoxically combined with the unity. To “not have borders” doesn’t mean “do not have them at all”. In reality it only moves them to another place, to create “the outside”. To divide us from “not us”. The better we  feel in our home called “Europe” the stronger we would perceive “the elsewhere” as a “foreign” and different.

It’s a paradox which could be cured only by opening the gates, or at least “repeal” them to let in new fresh air. To let us know better what we do not know, and let it be known to the other side.

The key question is : who am I in the first place? Am I Polish, then European, and then human, or am I human primarily. The forces that came to power in Poland and other post socialist countries recently try to inverse the order of my statements, concentrating mostly on particular nationalisms.

The future of a United Europe is not known.

 

Esencja – essence – essenziale

Październik 11, 2016 § Dodaj komentarz

testRozmyślałam ostatnio o najbardziej esencjalnych potrzebach nas: ludzi. O tym, czego potrzebujemy najbardziej. Doszłam do wniosku że to: poczucie bezpieczeństwa i ciepła. Chcemy, żeby było nam ciepło (i sucho), chcemy czuć  się  bezpieczni, niezagrożeni. Ich brak odczłowiecza, zamienia nas w zwierzynę  łowną  lub w drapieżniki, w zależności od okoliczności i fizycznych predyspozycji. Zagrożenie utratą ciepła, niepewność jutra, czające się wokół zagrożenia, od których nie da się uciec, ani ich przewidzieć, wzbudzają lęk, napady paniki i rozpaczy. Dlatego tak wielu boi się wyruszać w dalekie podróże, szczególnie te, w nieznane. Dlatego tak wielu lubi zarezerwować wszystko przed wyjazdem. Dlatego w końcu czasem tak trudno dać się porwać miłości, przyjaźni i fascynacji.

Dalej, poszukujemy  akceptacji dla tego, jacy jesteśmy, akceptacji, która jest możliwie bezwarunkowa, bo tylko taka akceptacja ma jakaś wartość w ostatecznym rozrachunku. „Chcę być sam/sama”. Doprawdy? Takie stwierdzenie  nie może być oznaką psychicznej równowagi, a jedynie lęku przed odrzuceniem, asekuracją. Tak naprawdę  nikt nie chce być sam. Gdyby ludzie pragnęli samotności, nasz gatunek nie wykształciłby języka, mowy, którą się porozumiewamy, w całym jej splendorze i okazałości. Z  językami, alfabetami i poezją. Gdyby ludzie chcieli być sami , najbardziej pożądaną „nieruchomością” świata byłyby „bezludne wyspy” i nie powstałyby wspaniałe opowieści o Robinsonie lub zapierające dech w piersiach dramaty z Tomem Hanksem. Umiejętność bycia samemu i bycia w zgodzie z sobą samym jest właśnie dlatego tak cenną zdolnością dojrzałości mentalnej.

Czego chcę zatem w tym obcym świecie, w którym znalazłam się  bezdomna nocą, na ulicy,  za zamkniętą bramą?

Ciepła

Bezpieczeństwa

Akceptacji

I nie chcę być sama.

W świecie pełnym obcych zapachów i dźwięków. Który był moją tęsknotą podróżnika, a który stał się moim domem „w którym straszy”.

Teraz mieszkam tu – na Sycylii i teraz to stąd będę nawijać makaron na uszy.

unspecified

Świat zapomniany przez Boga i tak bardzo ludzki – o „Chrystus zatrzymał się w Eboli” Carla Levi

Sierpień 9, 2016 § Dodaj komentarz

Urodzony w Rzymie włoski pisarz pochodzenia żydowskiego: Carlo Levi. Pisarz, malarz, lekarz i przede wszystkim działacz antyfaszystowski. Przetrwał wojnę internowany w Bazylikacie w prowincji Matera na południu Włoch. Aresztowany w 1934 roku za przynależność i działalność dla antyfaszystowskiej organizacji „Giustizia e libertà”, zwolniony w 1943 roku po upadku Mussoliniego. Jest szczególnie wartym uwagi fakt, że działacz antyfaszystowski, tak ostentacyjnie „żydowski”, że świadczyło o tym nie tylko jego imię i nazwisko, lecz również wyznawana religia, przeżył wojnę i poza uciążliwym zakazem poruszania się i osadzeniem w miejscu, które nie „oglądało Boga”, nie doświadczył większego poniżenia, ani tym bardziej fizycznego prześladowania. To mówi wiele o faszyzmie Włoch i o „antysemityzmie” Włochów, a raczej jego braku, nawet, w czasie 2 wojny światowej.

Miejsce zapomniane przez Boga nazywało się Aliano. Znajdowało się blisko jednego z dwóch najstarszych miast świata – Matery (drugie leży w Jordanii).

zdjęcie zrobiłam w Sassi di Matera w maju 2016

zdjęcie zrobiłam w Sassi di Matera w maju 2016

Chrystus wstąpił do piekła podziemnego żydowskiej moralności, aby rozbić wrota czasu i położyć na nich pieczęć wieczności. Lecz w owej krainie zapadłej, bez grzechu i bez wybawienia, gdzie zła nie odczuwa się bólem, bo jest bólem ziemskim, tkwiącym niezmiennie w rzeczywistości, Chrystusa nigdy nie było. Chrystus zatrzymał się w Eboli.

IMG_0422

Z ogromną wrażliwością, przynależną artyście Levi obserwuje otaczający go świat i płacze nad nim. Widzi mroki spowijające ten jeden z najbiedniejszych regionów Włoch, na którego terenie (oraz w sąsiadującej o parenaście kilometrów dalej Pulii) odbywały się najokrutniejsze i najcięższe walki w trakcie Risorgimento – zjednoczenia Włoch. To tu trwał najsilniejszy ruch burbońskiego oporu i to stąd do obozów koncentracyjnych na północy trafiły tysiące żołnierzy, by już nigdy nie powrócić. To tu również, z powodu miażdżących różnic pomiędzy panami a chłopami, najżywsza i najbardziej gorliwa była również tradycja słynnych Briganti – rozbójników „janosików”, którzy rabowali bogatych i stawali w obronie biednych. To do Pulii i do Bazyliakty przyjeżdżali pod koniec XIX w piemonccy oficerowie i fizycznie „brali sobie” osamotnione kobiety (przeważnie z gromadą dzieci) i ich ziemię. Mężczyzn nie było. Prawie. Reszta, której nie zabrały Savoiańskie wojska uciekła do lasu, by stać się „zbójami” lub wyjechała do Ameryki. Na zawsze. Czasem zabierając ze sobą jedno lub dwoje dzieci. Początkowo wysyłali paczki i pieniądze, „dlatego w Aliano jest mnóstwo amerykańskich narzędzi”, z czasem coraz rzadziej, w końcu, za oceanem mężczyźni zakładali nowe rodziny, a ich porzucone kobiety musiały radzić sobie same. Jakoś. Tak narodziło się nowe południowe społeczeństwo. Z tych synów matek, bez ojców, w matriarchalnym społeczeństwie o tradycjach patriarchalnych. Takie to nie jest bardzo proste…

Pisząc o tym socjalnym problemie powstałym w efekcie przyłączenia do Piemontu, pulijski dziennikarz Pino Aprile mówi tak: In famiglia e in società, i padri sono la legge, i custodi delle regoli uguali per tutti; le madri sono l’amore, il motore dell’eccezione a favore dei propri figli e questo le rende più disposte a porne le richieste al di sopra del tutto (W rodzinie i w społeczeństwie, ojcowie stanowią prawo, są strażnikami zasad jednakowych dla wszystkich; matki są miłością, motorem działań na rzecz swoich dzieci, a to sprawia, że są bardziej skłonne przedłożyć ich prośby ponad wszystko).

Najsłynniejsza chyba pieśń Brygantów „Brigante se more” w oryginalnej wersji (oczywiście nie po włosku tylko w języku oryginalnym czyli wersji sycylijskiego, którym mówiły ludy wybrzeża Morza Jońskiego ) oraz bez historycznych przeinaczeń (różne grupy próbowały w późniejszej historii wykorzystać dla siebie historię Brygantów).

a w niej poruszające słowa:

Femmene belle ca date lu core,
si lu brigante vulite salvà
nun ‚o cercate, scurdateve ‚o nome
chi ce fa guerra nun tene pietà.

(Piękne niewiasty, które oddałyście im serca,
jeśli brygantów chcecie ocalić
nie szukajcie ich, zapomnijcie ich imię
kto czyni wojnę ten nie zna litości)

Słowa te są niczym innym niż prośbą do zakochanych o „rozdzielenie”, „zapomnienie” dla dobra obu stron, dla zmniejszenia cierpienia. W prośbie tej chodziło o to, by nie zmiękczać serc Briganti, dla ich bezpieczeństwa, dobra i ocalenia.

Świat opisywany przez Carlo Levi jest światem pierwotnego dobra i pierwotnego piękna zanurzonego w ciemnościach niewiedzy i nędzy.

Żółtaczka nazywa się tutaj ‚chorobą tęczy’, ponieważ przez nią człowiek zmienia kolor skóry i zaczyna w nim przeważać jak w widmie słonecznym kolor żółty. Skąd bierze się ‚choroba tęczy’? Tęcza wędruje po niebie i opiera o ziemię oba swe końce, poruszając je tu i ówdzie po polach. Jeżeli koniec tęczy dotknie przypadkiem bielizny suszącej się na polu, to ten, który ją wdzieje, przybiera kolor tęczy i choruje.

415553_2205712678849_1239694420_o

To świat, w którym seks jest naturalną i nieuniknioną częścią życia. Tak naturalną, że jest sprawą oczywistą, że gdy dwoje ludzi przeciwnej płci znajdzie się bez towarzystwa osób postronnych, musi dojść do ich zbliżenia. A skoro musi, to nie jest to niczym złym ani wulgarnym. Jest to również tak oczywiste, że nawet jeśli nie ma na to żadnego dowodu, przyjmuje się za sprawę dokonaną. Dlatego tamtejsze kobiety nigdy nie spotykały się z mężczyznami na osobności, zawsze towarzyszyły im kuzynki, matki, ciotki, jednym słowem „przyzwoitki”. I kiedy do drzwi domu Carlo Levi zapukała staruszka, nerwowo poruszała się i szybko pożegnała, aby nie wzbudzić niczyich podejrzeń. Jakaś część tej ludowej mentalności musiała być silnie obecna również na Sycylii, doprowadzając do narodzin tradycji zwanej w Sycylijskim „fujtina” (porwanie lub raczej „oddalenie się”). Był o zwyczaj oddalania się młodych, zakochanych i chcących się pobrać wbrew woli ich rodzin, ludzi na osobność, po której ich ślub stawał się w efekcie nieunikniony, na skutek założenia, zgodnie z rzeczywistością lub nie, że związek fizyczny dwojga został skonsumowany. Fakt, że sycylijska fujtina osiągnęła formy wynaturzenia, w postaci niechcianych porwań, uprowadzeń i gwałtów na kobietach odrzucających zaloty, to już temat na osobną historię.

Tymczasem: „Chrystus zatrzymał się w Eboli” Carlo Levi – polecam!